A pięknie o tych dzielnicach, podziemiach głów i ich prywatnych miastach. Trafiły do mnie te metafory i siedzą w głowie.
Ten tekst przypomina, że prawdziwe poznanie kogoś to nie analiza jego „elewacji”, lecz cierpliwe odkrywanie tych starannie strzeżonych, prywatnych kondygnacji. Wow. #podwrazeniem
Trzy razy przeczytałam. Jak zawsze - piękne i mędre.
To o "ludziach dworcach" bezcenne. Dworzec z natury jest miejscem przechodnim. Może dlatego ludzie z takim trudem dzisiaj znajdują kogoś przy kim chcą się zatrzymać.
Do Ciebie zaś wszyscy by się chętnie wprowadzili od zaraz. Może trzeba dorobić klucz do drzwi "starego domu"?
Czyta się ten tekst i myśli: „Aha, dar”. A potem dociera, że to raczej zawód bez urlopu. „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”: tak może być w filmach, ale ludzie to nie superbohaterowie. Terapeuci mają superwizję, spowiednicy mają własnego spowiednika. A ci, którzy są „przeźroczyści”? Podobno wystarczy im, że innym lżej. Podobno.
Tak, tak to działa. Jeśli mam świadomość, że ktoś po spotkaniu ze mną jest spokojniejszy, lżejszy, bardziej entuzjastyczny, wtedy jest to naprawdę energetyczne. Nawet, jeśli w nocy później ciężko zasnąć…
Czytałam to bardzo powoli. I miałam takie dziwne uczucie, jakby ktoś nazwał coś, co sama od dawna noszę gdzieś pod skórą. Strasznie to piękne i trochę smutne zarazem. Najbardziej zostało mi w głowie to „mylili mnie z ciszą”.
Jest w tym tekście coś, co bardzo skojarzyło mi się z "Domem dziennym, domem nocnym" Tokarczuk. Nie stylem, ale rodzajem wrażliwości.
Ten sposób patrzenia, ta miękka metafizyka codzienności. Wchodzenie do wnętrza ludzi poprzez obrazy, światło, przestrzenie. Ta niezwykła czułość wobec psychicznej materii świata.
Czy to „dar”? Jak doczytałam to słowo, to nie od razu je wyłapałam. Ale po chwili zrobiło mi ono coś w głębi. Gniew. To nie jest żaden dar. Odniosę się do siebie - bo każdy człowiek to inna historia - ale ta umiejętność to nic innego jak spuścizna po tym jak bardzo musiałam naskakiwać i zadowalać matkę. Jak bardzo musiałam nurzać się w jej ukrytych słowach i gestach, mówię ciała i tembrze głosu, by rozpoznawać, analizować i dopasowywać się do niej. By nie wywołać odrzucenia, złości, niezadowolenia. Ten taniec, to stąpanie po cienkim lodzie, czy też - co mnie bardziej uosabia - broczenie po polu minowym - jest wykańczające!
I zapewne właśnie to bycie czujką, nasłuchującą i odczytującą - doprowadziło mnie do tego, że ludzie włazili we mnie jak w miękkie masło. Wlewając we mnie tony swojej smoły, której nie mogłam się pozbyć tak o. Mając niemal 50 lat jestem tym procesem tak koszmarnie zmęczona, że aż wściekła, gdy ktoś znowu mnie przekracza. Bo mu na to pozwalam. Bo nadal jestem ciekawa ludzi, ich historii i ta wgrana wersja oprogramowania - ratowania i naprawiania - jest w samym rdzeniu mojego istnienia. Więc tkwi to we mnie niczym automat, lecz jednoczenie system który ciągle udoskonalam - odcina mnie gniewem od innych. Szczególnie gdy są to najbliżsi którzy uważają że mają do tego prawo, bo zawsze od tego byłam. Ech…
Często jak gąbka chłonę te emocje. I one zostają. Takie nie moje. Cenne, bo dzielone, ale trudne. A czasami to po prostu pustka. Ale taka dźwięcząca obietnicą. Innym razem- jeszcze coś innego. Nauczyłam się tego. To najczęściej dobre - choć bywa obciążające.
A pięknie o tych dzielnicach, podziemiach głów i ich prywatnych miastach. Trafiły do mnie te metafory i siedzą w głowie.
Ten tekst przypomina, że prawdziwe poznanie kogoś to nie analiza jego „elewacji”, lecz cierpliwe odkrywanie tych starannie strzeżonych, prywatnych kondygnacji. Wow. #podwrazeniem
To wymaga ostrożności i delikatności. Spokoju. Ciszy. Ale nagrodą jest drugi człowiek i bliskość, która nie zdarza się codziennie…
Dziękuję za dobre słowo. Dużo dla mnie znaczy.
Trzy razy przeczytałam. Jak zawsze - piękne i mędre.
To o "ludziach dworcach" bezcenne. Dworzec z natury jest miejscem przechodnim. Może dlatego ludzie z takim trudem dzisiaj znajdują kogoś przy kim chcą się zatrzymać.
Do Ciebie zaś wszyscy by się chętnie wprowadzili od zaraz. Może trzeba dorobić klucz do drzwi "starego domu"?
Tak sądzisz? Są tacy, którzy pędzą i nie zauważają tych drzwi :)
Czyta się ten tekst i myśli: „Aha, dar”. A potem dociera, że to raczej zawód bez urlopu. „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”: tak może być w filmach, ale ludzie to nie superbohaterowie. Terapeuci mają superwizję, spowiednicy mają własnego spowiednika. A ci, którzy są „przeźroczyści”? Podobno wystarczy im, że innym lżej. Podobno.
Tak, tak to działa. Jeśli mam świadomość, że ktoś po spotkaniu ze mną jest spokojniejszy, lżejszy, bardziej entuzjastyczny, wtedy jest to naprawdę energetyczne. Nawet, jeśli w nocy później ciężko zasnąć…
Czytałam to bardzo powoli. I miałam takie dziwne uczucie, jakby ktoś nazwał coś, co sama od dawna noszę gdzieś pod skórą. Strasznie to piękne i trochę smutne zarazem. Najbardziej zostało mi w głowie to „mylili mnie z ciszą”.
Dziękuję, Agnieszko. Czasem słowa po prostu płyną i trafiają tam, gdzie trzeba. Przytulam wirtualnie.
Subtelność ❤️
Jest w tym tekście coś, co bardzo skojarzyło mi się z "Domem dziennym, domem nocnym" Tokarczuk. Nie stylem, ale rodzajem wrażliwości.
Ten sposób patrzenia, ta miękka metafizyka codzienności. Wchodzenie do wnętrza ludzi poprzez obrazy, światło, przestrzenie. Ta niezwykła czułość wobec psychicznej materii świata.
Bardzo piękne pisanie.
Czy to „dar”? Jak doczytałam to słowo, to nie od razu je wyłapałam. Ale po chwili zrobiło mi ono coś w głębi. Gniew. To nie jest żaden dar. Odniosę się do siebie - bo każdy człowiek to inna historia - ale ta umiejętność to nic innego jak spuścizna po tym jak bardzo musiałam naskakiwać i zadowalać matkę. Jak bardzo musiałam nurzać się w jej ukrytych słowach i gestach, mówię ciała i tembrze głosu, by rozpoznawać, analizować i dopasowywać się do niej. By nie wywołać odrzucenia, złości, niezadowolenia. Ten taniec, to stąpanie po cienkim lodzie, czy też - co mnie bardziej uosabia - broczenie po polu minowym - jest wykańczające!
I zapewne właśnie to bycie czujką, nasłuchującą i odczytującą - doprowadziło mnie do tego, że ludzie włazili we mnie jak w miękkie masło. Wlewając we mnie tony swojej smoły, której nie mogłam się pozbyć tak o. Mając niemal 50 lat jestem tym procesem tak koszmarnie zmęczona, że aż wściekła, gdy ktoś znowu mnie przekracza. Bo mu na to pozwalam. Bo nadal jestem ciekawa ludzi, ich historii i ta wgrana wersja oprogramowania - ratowania i naprawiania - jest w samym rdzeniu mojego istnienia. Więc tkwi to we mnie niczym automat, lecz jednoczenie system który ciągle udoskonalam - odcina mnie gniewem od innych. Szczególnie gdy są to najbliżsi którzy uważają że mają do tego prawo, bo zawsze od tego byłam. Ech…
Nie wiesz, jak bardzo mówisz o moich doświadczeniach…
Tulę mocno…
Może ten ciężar jest bardziej egzystencjalny niż fizyczny?
Dlatego tak słabo wyczuwalny
Dla osoby nim obciążonej może być cięższy od ołowiu, ale inni mogą tego nie dostrzegać…
Cieszę się, że zrozumiałeś ten przekaz. Serio. Dziękuję.
To ja dziękuję za Twoje teksty. Bardzo lubię je czytać 😃
Co zostaje wtedy w Tobie, Joanno?
Często jak gąbka chłonę te emocje. I one zostają. Takie nie moje. Cenne, bo dzielone, ale trudne. A czasami to po prostu pustka. Ale taka dźwięcząca obietnicą. Innym razem- jeszcze coś innego. Nauczyłam się tego. To najczęściej dobre - choć bywa obciążające.